KRASNOLUDEK U KUPCA I Słuchowisko dla dzieci
Notatki
W baśni Andersena pt. KRASNOLUDEK U KUPCA wystąpili: Kaja Bień, Barbara Kałużna, Arnold Pujsza, Mariusz Sabiniewicz i Wojciech Standełło. Muzyka Andrzej Ciborski, realizacja dźwiękowa Irena Goszczyńska, scenariusz i reżyseria Robert Mirzyński.
produkcja: Radio Poznań 2025. Wszelkie Prawa Zastrzeżone. Więcej informacji: https://radiopoznan.fm/ instagram Radia: https://www.instagram.com/radiopoznan/ facebook Radia: https://www.facebook.com/radiopoznansa
Pokaż transkrypcję
00:00:05: Hans Christian Andersen Krasnoludek, u kupca.
00:00:19: Był sobie pewnego razu prawdziwy student, mieszkał na Strychu i nie miał nic.
00:00:25: Był sobie pewnego razu prawdziwy kupiec, sprzedający kiełbasy.
00:00:29: Mieszkał na parterze i był właścicielem całego domu.
00:00:34: Krasnoludek zamieszkał u kupca, gdyż co rok na gwiazdkę dostawał od niego talerz, kaszy i kawał masła.
00:00:41: Kupiec mogł sobie na to pozwolić.
00:00:44: Krasnoludek pozostał w jego sklepie i możecie sobie z tego wyciągnąć naukę.
00:00:50: Pewnego wieczoru student wyszedł tylnym wejściem, aby kupować sobie świece i sera.
00:00:57: Nie miał kogo po to posłać i dlatego poszedł sam.
00:01:02: Otrzymał, czego zarządał, zapłacił.
00:01:05: Kupiec kiwnął mu głową i powiedział...
00:01:09: Dobranus.
00:01:10: Żona kupca również mu się ukłoniła.
00:01:13: Potrafiła nie tylko kłaniać się.
00:01:15: Posiadała także dar wymowy.
00:01:18: Student ukłonił im się także.
00:01:22: Zatrzymał się jednak na środku sklepu, czytając papier, w który był zawinięty ser.
00:01:29: Była to kartka wyrwana ze starej książki, która nie zasługiwała na podarcie w kawałki, gdyż była książką po poezji.
00:01:40: Mam tu więcej tego.
00:01:42: Dałem za to pewnej staruszce parę ziarenek kawy.
00:01:47: Niech mi Panda osiem szlingów, to dostanie Pan resztę tego papieru.
00:01:53: Zaproponował kupiec, a student odpowiedział.
00:01:56: Dziękuję.
00:01:57: Proszę mi to dać zamiast sera.
00:02:00: Mogę jeść sam chleb z masłem.
00:02:02: Byłoby to grzechem, gdyby cała książka rozpadła się w kawałki i strzępy.
00:02:06: Jest Pan niezwykle praktycznym człowiekiem.
00:02:09: Ale na poesji zna się pan nie lepiej niż ta beczka, która tu stoi.
00:02:13: Było to powiedziane niegrzecznie, zwłaszcza w stosunku do beczki.
00:02:17: Ale kupiec roześmiał się i student śmiał się także, bo przecież tylko żartował.
00:02:22: Jedynie krasnoludek rozgniewał się, że student odważył się tak mówić do kupca, który był gospodarzem i sprzedawał najlepsze masło.
00:02:33: Zapadła noc, zamknięto sklep i wszyscy prócz studenta poszli spać.
00:02:39: Krasnoludek poszedł do mieszkania i zabrał pani kupcowej jej dar wymowy.
00:02:44: W czasie snu nie był jej przecież potrzebny.
00:02:47: Komu tylko go użyczył, jakiemukolwiek przedmiotowi.
00:02:50: Przedmiot ten potrafił mówić i potrafił wypowiadać swoje myśli i uczucia zupełnie jak pani kupcowa.
00:02:58: Nie można było jednak obdarzyć tą wymową wszystkich przedmiotów na raz.
00:03:02: I miało to dobrą stronę, bo inaczej wszyscy by sobie wzajemnie przeszkadzali.
00:03:08: Krasnoludek użyczył daru wymowy beczce i zapytał.
00:03:12: Czy to prawda, że pani nie wie, co to jest poezja?
00:03:15: Wiem doskonale.
00:03:18: To jest coś, co znajduje się w odcinku gazety.
00:03:23: To, co się wycina.
00:03:26: Wydaje mi się, że mam tego więcej w sobie niż student, a jednak w porównaniu z kubcem jestem tylko biedną beczką.
00:03:35: Potem Krasnoludek obdarzył wymową młynek do kawy.
00:03:40: Jak zaczął mleć?
00:03:41: Obdarzył też darem wymowy beczułkę z masłem i kasę.
00:03:46: Wszyscy byli tego samego zdania Cobeczka.
00:03:49: Student powinien
00:03:51: otrzymać darwek obok nowej.
00:03:53: Aże należy szanować sądy większości, więc Krasnoludek poszedł cichutko kuchennymi schodami na górę, na poddasze, gdzie mieszkał student.
00:04:05: W pokoju paliło się jeszcze światło.
00:04:08: Krasnoludek zajrzał przez dziurkę od klucza i zobaczył studenta siedzącego i czytającego podartą książkę, przyniesioną ze sklepu.
00:04:18: Jakże jasno było w pokoju.
00:04:21: Z książki wydobywał się blask, który zamienił się w potężne, wysoko wznoszące się drzewo, rozpościerające swe gałęzie nad studentem.
00:04:30: Listki były świeżutkie, a każdy kwiat był prześliczną dziewczęcą główką o oczach ciemnych i promiennych, albo jasnych i przejrzystych.
00:04:40: Owoce były gwiazdami połyskującymi, a w powietrzu unosił się przepiękny śpiew.
00:04:48: Kras na ludek jeszcze nigdy nie widział i nie słyszał podobnych wspaniałości.
00:04:54: Stał na baluszkach i patrzył, patrzył dopóki nie zgasło światło.
00:05:00: Student zdmuchnął świece i poszedł do łóżka, ale mały kras na ludek stał mimo to wciąż jeszcze, bo wciąż jeszcze słyszał cichy śliczny śpiew.
00:05:12: Była to koły sanka, śpiewana studentowi do snu.
00:05:17: Jak tu pięknie,
00:05:18: czegoś podobnego wcale
00:05:19: się
00:05:20: nie spodziewałem.
00:05:21: Chciałbym zostać na zawsze u
00:05:22: studenta, ale student nie ma kaszy.
00:05:27: Westchnął.
00:05:28: i zszedł nadu z powrotem do kupca.
00:05:31: I dobrze zrobił, bo Beczka zużyła już prawie całą wymowę pani kupcowej, wypowiedziała już wszystko, co miała do powiedzenia z jednej strony, a teraz miała się właśnie obrócić, aby wyczerpać swoją drugą połowę.
00:05:45: Właśnie w tej chwili Krasnoludek zwrócił kupcowej dar wymowy.
00:05:50: W całym sklepie, począwszy od kasy, a skończywszy na uczywie, wszyscy zaczęli myśleć tak jak Beczka.
00:05:58: Poważali ją do tego stopnia i ufali jej tak bardzo, że kiedy kupiec czytał w wieczornej gazecie kronikę sztuki i teatru, myśleli, że wszystko to wychodzi z beczki.
00:06:09: Małemu Krasnolódkowi nie było już tak przyjemnie jak dawniej, nie słuchał już mądrości i rozsądnych rzeczy, jakie wypowiada no w sklepie.
00:06:18: Gdy tylko zabłysło światło na poddaszu, wydawało mu się, że to światło przemienia się w mocne okrętowe liny, które wciągają go w górę.
00:06:28: Coś go zmuszało do rozglądania się po pokoju przez dziurkę od klucza i wtedy ogarniało go takie potężne uczucie jak nas, gdy patrzymy w wiecznie płynące morze w czasie burzy i czujemy, że tam w górze czuwa Bóg.
00:06:45: Wtedy krasnoludek Wybuchał płaczem, sam nie wiedząc dlaczego, ale w jego uzach było coś kojącego.
00:06:55: Jakże pięknie byłoby uświeźć wraz ze studentem,
00:06:58: pod drzewem.
00:07:00: Ale to nie mogło się stać, więc Krasnoludek zadowalał się patrzeniem przez dziurkę od klucza.
00:07:07: Stał tam w zimnym korytarzu, a jesienny wicher wiał przez szczeliny w podłodze.
00:07:12: Dłoś zimno, tak bardzo zimno, ale czuł to dopiero wtedy, kiedy gasło światło w pokoiku na poddaszu i dźwięki zamierały, zagłuszone świstem wiatru.
00:07:25: Jak to zimno.
00:07:26: Lepiej pójdę już do swojego przytulnego i bezpiecznego
00:07:29: kołcika u kłupca.
00:07:33: Pewnej nocy obudził krasnolutka jakiś straszny hałas rozlegający się za szybami sklepu.
00:07:39: Ludzie krzyczeli, stróż nocny trąbił, wybuchł pożar.
00:07:44: Cała ulica stanęła w jasnych płomieniach.
00:07:46: Czy paliło się tu?
00:07:48: Czy u sąsiada?
00:07:49: Gdzie?
00:07:50: Wszystkich ogarnęło przerażenie.
00:07:52: Pani Kupcowa do tego stopnia straciła głowę, że wyjęła sobie z uszu złote
00:07:57: kolczyki
00:07:57: i włożyła je do kieszeni, aby cokolwiek uratować.
00:08:01: Kupiec pobiegł do swoich papierów, a służąca pojedwabny płaszczyk.
00:08:05: Kupiła go sobie za własne zarobione pieniądze.
00:08:08: Każdy chciał ratować to, co miał najmilszego i krastalutek tak samo.
00:08:13: W paru podskokach pobiegł na schody i wpadł na studenta, który stał spokojnie przy otwartym oknie i patrzył na pożar szalejący w sąsiednim domu.
00:08:23: Krastoludek zabrał ze stołu cudowną książkę, włożył ją do swojej czerwonej czapeczki i mocno trzymał ją obiema rękami.
00:08:31: Największy skarb domu został uratowany.
00:08:35: Potem wybiegł stamtąd, skoczył na dach, wysoko na komin i usiadł oświetlony płomieniami pożaru.
00:08:43: Obiema rękami trzymał czerwoną czapeczkę, w której leżał skarb.
00:08:48: Teraz poznał już swoje uczucia, wiedział, do kogo właśnie należy jego serce.
00:08:56: Ale gdy ugaszono pożar, krasna ludek opamiętał się i powiedział...
00:09:03: Chciałbym podzielić się pomiędzy nimi dwoma, bo przecież nie mogę wyrzec się tak zupełnie.
00:09:09: kupca, muszę do niego
00:09:10: chodzić po kaszę.
00:09:13: Było to całkiem ludzkie uczucie.
00:09:16: My wszyscy chodzimy przecież do kupca.
00:09:51: Pokażę.
Nowy komentarz