Ballada powstańcza
Notatki
Ballady powstańcze to zbiór wspomnień i opowieści poetyckich z Powstania Wielkopolskiego. Premiera 14.12.1978 rok.
autor: Ratajczak Józef Frejtażanka Bronisława - aktor Grzonka Irena - aktor Dąbrowski Leszek - aktor Łotocki Lech - akto r Zwoliński Mirosław - aktor
Błotna Aleksandra - realizator Jasiewicz Jadwiga - reżyser Brzeżańska Zofia - oprac.muzyczne
Pokaż transkrypcję
00:00:55: Dwudziesty siódmy grudnia nad sennym Poznaniem chwiały się glisto i blado zimowym świtaniem, aż w tłum serc niespokojnych domów masę szarą strzelił biało-czerwoną symfonią sztandarów.
00:01:15: W rozbudzonym ratuszu odwiecznym kruszgankiem szły granitowa wiara.
00:01:22: i dziejów anankę.
00:01:25: Rozdygotanym sercą do grzmiącego wtóru huknął w drżących ulicach pierwszy strzal, jak piorun.
00:01:33: I tocząc się po mieście potęgą fatalną, jeden strzal huczał salwą i wybuchał salwą.
00:01:41: A już leciał przez Poznań wolności huragan, rozdudnil się ten tentem serc.
00:01:47: do boju rwących,
00:01:49: próg
00:01:49: każdy był bastionem, a fortecą stragan, a już w ogniu zapaluch i prochu oparach na ulicach Poznania zakwitu
00:01:59: krwi
00:02:00: amaranth, a już nad walki zamęt i okrutne szczerby,
00:02:05: bil gromami
00:02:06: zwycięstwa triumfalny werbel.
00:02:10: I zatem moc drzemiącą w twych najgłębszych trzewiach, twardy ramiona mężów, czyste serca niewiast, za twą żelazną wiarę i twarz twą najszczerszą, rzucam ci dziś pod stopy mój drogi poznaniu, moją miłość serdeczną płonącą w tym wierszu.
00:03:08: W piątek dwudziestego siódmego grudnia tysiąc dziewięćset osiemnastego roku, około godziny w pół do czwartej po południu, wpadł sąsiad stangierski.
00:04:23: I zawołał w stronę ojca.
00:04:25: Pani Andrzejewski.
00:04:27: Niemcy biją Polaków na placu wolności.
00:04:30: Na to ojciec wstał i wyszedł na balkon.
00:04:34: A ja się odezwałem.
00:04:36: Dokąd ojciec chce pójść?
00:04:38: Ojciec odrzekł.
00:04:40: Przecież słyszałeś.
00:04:42: Więc mówię dalej.
00:04:43: Czy ojciec myśli, że Niemcy będą grochem strzelać?
00:04:48: Na to matka powiedziała.
00:04:50: Niemiec wołał, toście szli.
00:04:52: A teraz Polska woła.
00:04:54: To nie chcecie iść!
00:04:56: Przejrzałem szybko spis pod władnych ojca i na hebitraw mówię matce.
00:05:01: Nas będzie więcej niż trzynastu Andrzejewskich i z nimi nie pójdę, bo które się zginie?
00:05:09: i sprawdziło się, bo drugim poległym w Poznaniu był Antoni Andrzejewski.
00:05:16: Znane już powszechnie następne wydarzenia potoczyły się teraz w błyskawicznym tempie.
00:05:22: Na Łazarzu... Przystąpiliśmy do
00:05:24: rozbrajania
00:05:25: ukazujących się żołnierze niemieckich.
00:05:27: I tak w naszym mieszkaniu zebrano cały magazyn karabinów, pistoletów, broni siecznej, sztucerów i dubeltówek.
00:05:34: A znalazły się wśród tej broni nawet stare szable i skałkówki.
00:05:38: Na balkonie trzeciego piętra naszego domu urządzono posterunek, który miał w sympolu widzenia koszary, leżące w rejonie ulicy marcelińskiej, które stały pod naszym ogniem od chwili ich zajęcia.
00:05:50: Miało to na celu niedopuszczenie załogi do wyjścia z bronią na miasto.
00:05:55: Koszary te zostały już wkrótce zajęte przez zorganizowane już jak również luźne oddziały.
00:06:03: Nastąpił zmrok, zapaliły się lampy i rozległy się na woływania.
00:06:08: Dobroni szły wieści, że jednostki wojsk niemieckich wyszły na miasto i kierują się ulicą świętego Marcina.
00:06:16: Istnieje przypuszczenie, że pragną podejść pod bazar.
00:06:20: Części ludności, szczególnie kobiety, skryły się w bramach domostw, aby przeczekać niebezpieczeństwo.
00:06:25: Uważaliśmy, że jest czas, abyśmy kokardki umieścili na zewnątrz naszych
00:06:30: szyneli.
00:06:32: Grupy Polaków w mundurach niemieckich szybko
00:06:34: urastały.
00:06:35: Znaleźli się również cywile.
00:06:38: rzucono hasło, obsadzać domy i nie zezwolić Niemcom przejść pod bazar.
00:06:42: Jeżeli będzie opór, użyć broni.
00:06:45: Tak, ale skąd wziąć w tej chwili broń?
00:06:47: Przezornie organizatorzy zgromadzili ją w bazarze.
00:06:51: W MIG mieliśmy karabiny i amunicje.
00:06:53: Znalazły się również ręczne granaty.
00:06:57: Weszliśmy do hotelu francuskiego i oświadczyliśmy kierownictwu, które rozpostarło ręce wskazując, że jest to hotel, iż zajmujemy tylko balkony, a nie pokoje.
00:07:07: Pogaziliśmy światła,
00:07:08: a gościom hotelowym oświadczyliśmy, że mają się cicho zachowywać i nie robić paniki.
00:07:14: Równocześnie pogazły światła latarni
00:07:15: ulicznych.
00:07:17: W tej nocy Polacy opanowali Poznań
00:07:21: do kaponiery włącznie.
00:08:13: Nagle miastem dreszcz targną i pobledli ludzie.
00:08:17: I nim pruskie wagnety zdawały rozgorzeć.
00:08:21: Już się pieśń poderwała, frunęła jak... Orzeł, już chuchał ulicami, wieko pomny grudzień.
00:08:30: Już pędzili plutony, sekcje, teraliery,
00:08:34: już
00:08:34: paszcze kulomiotów.
00:08:36: wiodą krwawy śpiew, już na szczękach krzyżackich ludu święty gniew, odwet brał za policzki kolbami mauserów.
00:08:46: Już się Poznań rozjarzył, już się żagwiłł łunął.
00:08:50: Już chrobrego z katedry staje groźny cień, wznosi w górę prawice i błyska piorunem.
00:08:58: Już się tęczą rozbarwia z martwych wstania dzień.
00:09:02: Już dopadli rycerskiej, już przede z planadą, sforcowali, mknął dalej, opętańczy bieg.
00:09:10: Już groza w twarzach junkrów, przeraźliwa bladość, już krwią z orzą wolności, rumienie się śnieg.
00:09:20: Już ratajczak na czele szalonych cywilów.
00:09:23: Już już nie pomogą suche trzaski salw.
00:09:27: Żadna
00:09:27: moc nie odwróci już dziejowej chwili.
00:09:31: Muszą,
00:09:33: muszą
00:09:33: zwyciężyć.
00:09:35: Naprzód, naprzód,
00:09:38: pal!
00:09:38: Cóż, że dziewięć pocisków pierś,
00:09:41: orze
00:09:41: jak nóż.
00:09:42: Cóż, że trzeba obruki drąd z pazury konać.
00:09:46: Poznań wolny!
00:09:49: Krew w śniegu.
00:09:50: W Poznaniu jest już biało-czerwono.
00:09:54: Biało-czerwono.
00:09:56: Biało-czerwono.
00:10:26: Na dworcu było wielkie zamieszanie.
00:10:29: Żołnierze z opaskami na rękach byli na peronach i na dworcowej sali.
00:10:33: Pytałem jednego z naszych, co się dzieje.
00:10:36: Mówił mi, że w mieście toczą się walki między oddziałami polskimi i niemieckimi.
00:10:40: I że miasto jest już przez naszych opanowane.
00:10:45: W tym czasie wjechał na dworzec pociąg.
00:10:47: Rozpoczęła się gonitwa, ucieczka Niemców szamotanie.
00:10:51: Słychać było pojedyncze strzały.
00:10:54: W pociągu tym wracali w małych grupach żołnierze z frontu wschodniego.
00:10:59: Niektórzy z nich mieli broń, którą nasi im odbierali.
00:11:03: Stąd też powstało to zamieszanie.
00:11:06: Wśród wracających znajdowali się również Polacy, którzy z entuzjazmem włączyli się do naszej akcji.
00:11:14: Do północy przyszło jeszcze kilka pociągów, lecz już nie było takich gwałtownych scen.
00:11:20: W holu dworcowym stał samotny żołnierz niemiecki przy lekkim karabinie maszynowym z naciągniętą taśmą z nabojami.
00:11:28: Wkrótce podeszło do niego dwóch naszych i odebrali mu broń.
00:11:32: Zwróciłem się do jednego powstańca, abym mógł do nich się przyłączyć.
00:11:38: Powiedział mi, że jestem w ubraniu cywilnym i nie mogę iść z nimi.
00:11:41: Poinformował mnie jednak, że w Muzeum jest biuro werbunkowe i tam mogę się zgłosić.
00:11:48: Następnego dnia przyszedłem przed Muzeum i zostałem tam wielki tłok, gdy z trudem dostałem się przed stół, przy którym zapisywano ochotników.
00:11:58: Zarządano ode mnie książki wojskowej.
00:12:01: Musiałem się z przykreścią przyznać, że żołnierzem nie byłem.
00:12:05: Odpowiedziano mi, że w obecnej chwili przyjmuje się tylko wyszkolonych żołnierzy i odprawiono mnie z niczym.
00:12:12: Była to dla mnie wielka przykrość.
00:12:15: Tyle trudu i entuzjazmu i wszystko daremne.
00:12:20: Siedziałem w magazynie i wystawiałem raporty o stanie broni i umunderowania.
00:12:25: W pewnym momencie wszedł niby powstaniec, bo w tym czasie każdy jeszcze ochotniczo służył, więc nie było należytej dyscypliny.
00:12:33: Wchodzący stanął przy drzwiach i zarządał umundurowania.
00:12:36: Powiedziałem mu – Człowieku ja ciebie wcale nie znam.
00:12:40: Czy ty do nas należysz?
00:12:41: A on – tak.
00:12:43: Stałem na posterunku.
00:12:44: Spytałem – ile razy?
00:12:46: Może raz?
00:12:47: I przeszedłeś zaraz po nowy mundur.
00:12:49: Idź do swojego plutonowego i przynieś mi zaświadczenie od kiedy pełnisz u nas służbę.
00:12:54: Na to nie miał uszu.
00:12:56: I dalej mima ludzi o umundurowanie.
00:12:59: Ciągnąłem, więc człowieku zrozum, najpierw ci powstańcy otrzymają umundurowanie, którzy od początku walczą.
00:13:04: I jeszcze wszyscy nie mają należytego umundurowania.
00:13:07: Idź, że i rób, co ci kazałem, i nie przeszkadzaj mi w robocie, bo się śpieszę.
00:13:11: A on, jak marudzi, to marudzi.
00:13:14: Więc wziąłem ten pistolet antyk, który obok mnie na katedrze leżał i mówię, idź, bo strzelę, on nic.
00:13:23: Więc dla postrachu... Spuściłem spust celując około dwóch, trzech metrów w prawo od niego.
00:13:29: Wtem huk
00:13:30: silny.
00:13:31: z
00:13:31: przerażenia omal z krzesła spadłem, bo nikt nie wiedział, że pistolet był nabity.
00:13:37: Gdy po kilku sekundach chmura dymu się rozeszła, ujrzałem, że mego rozmówcy nie ma, a obok, na prawo od niego, ten kwist w ścianie posiekany był odśród u.
00:13:48: Poszliśmy na cytatele ze śpiewem.
00:13:51: Przed stokami zatrzymaliśmy się, gdy Szkocimski, dla ostrożności, wysłał na zwiady patrol, aby zbadał zalesiony teren.
00:13:59: Gdy patrol wrócił i zameldował, że wszystko w porządku ruszyliśmy w czwórkach w Kolumnie Marszowej drogą główną do góry ku wejściu na cytadelę.
00:14:07: Karnie, w porządku, jak wojsko pruskie stanęła nasza kompania przed bramą głównego wejścia do cytadeli.
00:14:14: Na środku placy cytadeli stał niemiecki sierżant, w otoczeniu kilkunastu żołnierzy.
00:14:20: Kocimski przywołał mnie i Lona Hibnera i weszliśmy przez bramę do środka.
00:14:26: Sierżant niemiecki, widząc nas, podszedł do Kocimskiego, stanął na baczność i po niemiecku zaraportował stan załogi cytadeli.
00:14:33: I co mi szczególnie podpadło, ilość pieniędzy znajdujących się w kasie półku czy batalionu.
00:14:40: wszystko odbywało się tak, jakby zmieniał się odwach.
00:14:43: Cała kompań na komendę Marsz weszła do środka.
00:14:47: W koszarach
00:14:47: czerwonych jak i białych Było wojsko niemieckie i powstańcy.
00:14:51: Trudno było odróżnić.
00:14:53: Kto tutaj Niemiec, a kto Polak.
00:14:55: Jak się okazało, wśród niemieckich żołnierzy było jeszcze dużo Polaków, którzy w koszarach czekali na formalne zwolnienie.
00:15:03: A niemieccy żołnierze natomiast prosili, aby mogli jak najprędzej wyjechać z Poznania.
00:15:56: Już
00:16:15: pięść krzyżacka nie będzie ciążyła.
00:16:18: Grud przemysława odskął się do boju.
00:16:21: Odwaga synów.
00:16:23: Wiiny Ojców zmyla wśród trudu walk, wśród męczeństwa znoju.
00:16:29: Od strony zamku wróg z furiona ciera, prosacy wściekle prażą z kulomiotu.
00:16:35: Lecz już ratajczak przez tłum się przedziera na czele naszych z rycerskiej wylotu.
00:16:42: Wielu kulami śmiertelnie raniony.
00:16:45: Ginię bohater, w tej pamiętnej chwili, odwagą męstwa, dzielnością wiedziony, biegnie wichrowski, ręka go nie myli.
00:16:55: On dwóch prusaków kładzie w miejscu trupem, bierze w ramiona ranonego powstańca i śpieszy w bramę z swym tragicznym łupem, sprowadza księdza, boga pomazańca.
00:17:09: Stanisław Noga i Metler, pianowski, szturmem zabiorą kulomiot.
00:17:26: nie...
00:18:09: Jestem Paweł, czym z czym mogę Pan usłużyć?
00:18:13: Panowie delegaci Zinowracławia.
00:18:15: Jedziemy stamtąd mecen z Koszubskiej.
00:18:18: A to mój towarzysz Piotrowski.
00:18:21: Wino Wrocławiu zawarty został rozejm, którego nie wolno nam zerwać.
00:18:26: Proszę bardzo, siadajcie panowie.
00:18:30: Jestem delegatem Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej.
00:18:34: Pan Piotrowski należy do Poznańskiej Rady Robotniczożołnierskiej.
00:18:38: Mamy za zadanie wyjaśnić panu niesłuszność jego decyzji kontynuowania walki.
00:18:43: Proszę
00:18:44: słucham.
00:18:46: W tej chwili sytuacja wymaga, abyśmy wstrzymali walkę powstańczą.
00:18:50: toczą się rozmowy prowadzące do bezkrwawego wyzwolenia księstwa z pruskiej niewoli.
00:18:55: Tak, proszę, proszę, słucham się.
00:18:57: Niemcy wiedzą, że stoją na straconych pozycjach.
00:19:00: Antanta, szczególnie rząd Francji, sprzyja naszym zamiarom, które reprezentuje w Paryżu Komitet Narodowy Polski.
00:19:07: Prezydent Ameryki Wilson w swoim programie obiecuje niepodległość
00:19:10: polskim.
00:19:11: Musimy okazać światu naszą dobrą wolę czekając na wyrok Kongresu Pokojowego, który będzie dla Niemiec wyrokiem historii.
00:19:19: Odzyskamy
00:19:19: wolność.
00:19:21: I nie musimy zapłacić takiej ceny, jaką pan chce dać samowolnie, nie pytając nikogo, czy postępuje pan słusznie.
00:19:30: Przekazaliśmy panu nasze rozkazy, pan nie chce ich respektować.
00:19:34: Czy zdaję pan sobie sprawę, panie poruczniku, co oznacza odmowa wykonania rozkazu w czasie wojennym?
00:19:40: Czy to już wszystko?
00:19:42: Nie.
00:19:44: Pan dał się ponieść młodzieńczemu za połowin.
00:19:46: Zapomniał pan o celu najważniejszym.
00:19:49: O tym, że nie należy płacić je zbyt wiele za to,
00:19:53: co można uzyskać tam.
00:19:54: I kim Pan dysponuje?
00:19:57: Ludem, rozognionym i pełnym nadziei, ale właściwie bezbronynym.
00:20:00: Dokąd chce go Pan poprowadzić?
00:20:02: na pewną śmierć?
00:20:05: A Pan, Panie Piotrowskim, co mam i do powiedzenia?
00:20:09: Jestem tu razem z Panem Mecenasem.
00:20:12: Uważam, że do pertraktacji potrzebny jest spokój.
00:20:18: Wierzy pan w ich rezultaty?
00:20:21: Mądrzejsi ode mnie robią, co mogą, aby osiągnąć cel.
00:20:27: Działa pana na własną odpowiedzialność.
00:20:30: Bez rozkazu, gdyż przekroczył pan polecenie Jakobsona.
00:20:33: Miał pan tylko zabezpieczyć Gniezno przez zajęcie Trzemeszna, a pan?
00:20:37: Pan idzie aż tu i łączy się z wojskami polskimi z zagranicy.
00:20:41: Polska
00:20:41: jest jedna.
00:20:42: Ale dotąd jeszcze formalnie znajdujemy się w granicach Niemiec.
00:20:47: Kogo pan więc reprezentuje, panie mecenasie?
00:20:50: Polskę
00:20:51: czy Antante?
00:20:52: Polskę czy prowincję niemiecką?
00:20:54: Jestem przedstawicielem legalnych i jedynych władz polskich w poznańskim i pan dobrze o tym wie.
00:21:00: Dobrze
00:21:01: wiem tylko jedno.
00:21:02: Jestem dowódcą żołnierzy, którzy mi zaufali.
00:21:06: A oni nie chcą prowadzić z nikim rozmów.
00:21:09: Pragną z bronią w ręku własną krwią wyznaczyć granice Polski na zachodzie.
00:21:13: Oni walczą o swoją ojczyznę.
00:21:16: I tego lecę ważyć.
00:21:17: nie wolno!
00:21:17: Wszyscy walczymy o wspólną sprawę.
00:21:20: My także walczymy
00:21:21: o nią.
00:21:22: W walce liczy się krew, a nie atrament.
00:21:26: A więc to nie powstanie arebelia.
00:21:28: Przeciwko
00:21:29: niemieckiemu uciskowi, Panie Mecenasi.
00:21:31: No dobrze, że Pan tu jasno wyłożył, bo można
00:21:34: by pomyśleć...
00:21:35: Jeszcze jedno.
00:21:36: Jeszcze jedno.
00:21:37: Na dowódcę nie mianowała mnie na czelna Rada Ludowa.
00:21:41: Zatwierdzili mnie moi ludzie.
00:21:43: Ich będę słuchał do końca.
00:21:45: Jeśli pan chce, proszę porozumiecie z nimi.
00:21:47: Niech pan przemówi do nich, wytłumaczy, że lepiej czekać, aż z cudzej łaski spadnie nam wolność.
00:21:54: Tylko radzę panu użyć lepszych argumentów.
00:21:57: Oni nie znają się na prawnych
00:21:58: króczkach.
00:21:59: Pan Migrozi
00:22:00: proponuje rozmowę z nieco szerszym audytorium.
00:22:07: Mam propozycję.
00:22:10: Niech przyjdą przynajmniej wszyscy dowódcy.
00:22:13: Niech się wypowiedzą.
00:22:15: Wtedy pan mecenas będzie wiedział, co myślą nasi ludzie.
00:22:20: No, nie mamy nic przeciwgotemu.
00:22:23: Zgoda.
00:22:25: Zgoda.
00:23:08: Gdy się fortec rozwarl wżeciądzę, gdy do ciemnic wdarł się pierwszy promień, serca nasze w okowach jęczące objął taki przynajświętszy plomień, że glos jeden do broni.
00:23:26: Dobroni,
00:23:27: bil
00:23:28: jak burza, mlotami do skroni, a do świętej jedynej macieży, z wszechstron świata wlokły się gromady, żołnierz, biedny, obdarty i blady, żywy jeno tym szeptem macieży, w których słowo Polska, Polska, Polska grało w uszach, jak harfa eolska, bili serca,
00:23:58: oh,
00:23:59: mlotami bili, chuf, za chufem powstawal gromowy, w mrokach nocy granaty się lśnili, zapal ludzi, ogarny albojowy, w stal prężyli się młode ramiona,
00:24:13: jak
00:24:13: pochodnie i serca i lona.
00:24:18: Jestem gotów, brzmi haslod brzegów.
00:24:23: Jestem gotów, glos leci do wroga.
00:24:27: Jestem gotów, szept słychać w szaregu.
00:24:31: Jestem gotów.
00:24:35: Ojczyzno ty droga.
00:24:38: A zza węgla po cichu się skrada.
00:24:41: Druch żołnierza znajomy.
00:24:45: Śmierć blad.
00:24:48: A nie było w nas żadnej obawy.
00:24:51: Jak to bywa czasami przed bitwą.
00:24:54: Po tak serca nam grali modlitwą o ten rozkaz do krwawych zabawy, że karabin każdemu drżał w dłoni, oczekując na hasło do broni.
00:25:07: Potem przyszła ta święta godzina, w której grali nasze kulemioty.
00:25:12: która z Ojca przechodzi na syna jako pierście instalizmanem złoty, a moc, której wciąż w narodzie żyje i przez polskie historie się wije.
00:25:25: Ślady Kaidan zmyliśmy krwią wroga,
00:25:30: winy
00:25:30: Ojców zmazala krew nasza.
00:25:34: Oto
00:25:34: przyszłość
00:25:35: już
00:25:36: nas
00:25:37: nie przestrasza.
00:25:38: I dziś
00:25:39: Polska
00:25:40: jest nam więcej droga.
00:25:43: Bo ta wolność nie jest nam jałmużną, darowaną i dziękowań glóżną.
00:26:25: W czasie ataku został ciężko rany nasz dowódca, Cieślewicz.
00:26:31: Podczas tej samej akcji został zabity jeden powstaniec.
00:26:35: nazwiskiem Dłuniak.
00:26:37: Gdy po dniu z głowy ponad skarpierowów, w którym się znajdowaliśmy, został trafiony niemiecką kulą w czoło.
00:26:45: Przed śmiercią powiedział, że jeszcze tylko jeden skok, trzydzieści metrów i będzie w swoim mieszkaniu.
00:26:53: Była to pierwsza śmierć w naszym oddziale i zrobiła na wszystkich niesamowite wrażenie.
00:27:01: Dowódcę oddziału powiedział, że nie mamy się tym zrażać, bo to jest wojna i śmierć.
00:27:07: może spotkać każdego.
00:27:09: Podczas walk ulicznych został ranny od granatu ręcznego mój kolega Stanisław Latości.
00:27:17: Z pierwszej kompanii ranny był w lewą rękę kolega Stanisław Pluciński.
00:27:22: Tak samo zamieszkały na
00:27:23: głównej.
00:27:24: W boju oszubin poległy spiechoty batalionu Śliwińskiego XII i ze szwadronu ciążyńskiego IX ułanów.
00:27:33: Razem dwudziestu sześciu zabitych i dwudziestu dziewięciu rannych.
00:27:37: Służba szpitalna była bardzo ofiarna, tak lekarska jak pielęgniarska, złożona z Polek, które całe noce czuwały nad ciężko radnymi kolegami.
00:27:48: Dopiero w ostrej walce oceniłem wartość ćwiczeń w dwudniowej akademii wojskowej.
00:27:54: Padni, kryj się, czołgaj się, miały teraz logiczny sens.
00:27:59: Kule padały na tor i nasyp, rozbijały swoim impetem tłuczeń, który niemiłosiernie gwizdał
00:28:05: nad nami.
00:28:07: Zaznaczam, że pierwszy raz w życiu strzelano do mnie w ściśle określonym celu uśmiercenia.
00:28:14: Uczucia, które
00:28:15: w tej
00:28:15: chwili odczuwałem,
00:28:17: nie dadzą się wyrazić słowami.
00:28:19: Agwist kamieni, jazgot CKMów, czynił atmosferę wprost
00:28:23: niesamowitą.
00:28:25: Myślałem, że to już koniec, tylko mogiła.
00:28:28: Zapomniałem, że mieliśmy wśród nas
00:28:30: starych frontowców,
00:28:31: którzy twierdzili, że nie takie rzeczy się widziało.
00:28:34: Na przód z kokami padł rozkaz Mata Kwiatkowskiego.
00:28:39: Myślałem, że jego rozkazu nikt to nie wykona.
00:28:42: A już drużyna skoczyła do przodu.
00:28:44: Okrutnie głośno odezwał się niemiecki karabin maszynowy.
00:28:48: Seria CKM-u skosiła
00:28:50: naszego dowódcę Mata Kwiatkowskiego i jeszcze dwóch z nazwiska nieznanych powstańców, ale o tym dowiedziałem się dopiero, gdy zdobyliśmy niemieckie gniazdo oporu.
00:30:04: Poprzez pustą wymarłą ulicę Blask latarni
00:30:09: rozświetla
00:30:10: martwice Im głomętną rozściela się z bliska.
00:30:18: Tam pod murem kościelnym
00:30:21: coś
00:30:21: leży Przebóg, człowiek
00:30:26: Coś w ręku.
00:30:27: zaciska
00:30:29: Już skostniały,
00:30:32: a bagnet wciąż dzierży Stopa we krwi zapiekłej się śliska.
00:30:40: Szklą się oczy go leśnie otwarte, łach.
00:30:44: mundur na piersiach rozpięty, kędysz kaple szczernieje w znak święty, palce sztywne na ranie oparte.
00:30:56: Plami bruki zakrzepła krew śliska, blask latarni pobiela mu lice, ach, jak... Pagnet
00:31:07: ten
00:31:08: strasznie połyska poprzez pustą, za marłą
00:31:14: ulicę.
00:31:50: Zjechali wszyscy do domu na święta, z wyjątkiem tego, co nigdy nie wróci.
00:31:58: Bogomogiła tuli zapadnięta.
00:32:01: Gdybyś choć można drogę do niej skrócić, zawsze gdy trzeba łamać się opłatkiem, to puste miejsce przy rodzinnym stole.
00:32:12: Uzami na pełnia biedne serce matki.
00:32:15: Gdybyś choć wiedzieć, w którym leży dole.
00:32:20: Tak miły uśmiech ma na fotografii.
00:32:24: Na tej ostatniej.
00:32:25: Już
00:32:26: na naszym
00:32:26: mundurze.
00:32:28: Tak żywo
00:32:29: patrzy.
00:32:30: Jak gdyby tu trafił i zadrżał sercem w serc najbliższych chórze.
00:32:36: Uzami przyzwany.
00:32:38: Jawi się.
00:32:39: Młodzieńczy.
00:32:41: Tak.
00:32:42: Jego rysów już starość nie zniszczy, a że mu skronie szkarład krwi uwieńczył, temci jest droższy
00:32:52: i jakby
00:32:54: świetlistrzy.
00:33:29: Tak się dobrze nam razem milczało.
00:33:33: Tak się dobrze nic nie mówiło.
00:33:37: Tematów było tak mało,
00:33:40: bo taka dawna
00:33:41: zażyłość.
00:33:44: Ja zwiałem
00:33:44: od tempy chlogarytmów, a ty?
00:33:47: z pola uciekłeś od gnoju.
00:33:50: Ponurym zawołał nas rytmem głuchy werbel dalekich wojen.
00:33:56: W zielonym
00:33:56: salonie proboszcza
00:33:58: oleodruk, bój pod grochowem, zakrzyczał rzeczywistością bagnetów trójwymiarowych.
00:34:07: I przez noc się zmieniły tematy, naczelne problemy życiowe.
00:34:13: Skowyczenie klasycznych gramatyk w granatów zmieniło się z kowyt.
00:34:19: Karabiny maszynowe
00:34:20: jak zbicza
00:34:21: Trzaskały o podal wiatraka I jak wieprz zażynany zakwiczał rany wałach
00:34:28: I jak dziecko płakał.
00:34:33: Potem cisza Zastygła w okopach Z zapachem niemytych menarzek Pokwaśnej kapuście i grochu.
00:34:42: Tyś spał Ja stałem na straży
00:34:47: Dalekich
00:34:48: kogutów.
00:34:48: pianie Tchnęło wioskową błogością I cisza, rosła bez granic, jak nowy gotycki kościół.
00:34:59: Tajnym, magicznym znakiem tłumiła stuk karabinów i rozkaz słowała armatom.
00:35:06: Uwaga, ogień nie zatrzymać.
00:35:11: Pomiędzy liniami okopów usnęła pijana słońcem, aż naraz, któryś
00:35:18: wykropnął
00:35:18: do zasłuchanego zająca.
00:35:21: I zaraz cykał
00:35:22: i świstał odboru
00:35:24: front do wiatraków.
00:35:26: Klekotał tysiącem pysków i maszynówkami zagdakał.
00:35:30: Szrapnęle się w niebie rozwyły, gwizdały z jadliwie granaty, pięć stogów płonęło na tyłach i torf zajmować się zaczął.
00:35:39: Co tobie wtedy się stało?
00:35:42: Do dziś nie mogę zrozumieć, czy byłeś jeszcze zaspany, czyś może upił się rumem.
00:35:51: Zarwałeś się nagle z dziury
00:35:53: i mimo mojego
00:35:54: wrzasku,
00:35:55: jak kot skoczyłeś na górę, pędziłeś jak po omacku, ten pierwszy granat padł
00:36:00: w wodę,
00:36:02: drugi rozorał ściernisko,
00:36:04: trzeci
00:36:04: padł w owie z opodal, czwarty tak nisko prześwisnął, aż z jękiem piątego granatu z pleców ci głowę
00:36:11: zniosło.
00:36:14: Lecz jeszcze trzy kroki prosto biegł trup bez głowy po owsie.
00:36:21: jak
00:36:22: nikę
00:36:23: samotrakę.
00:38:01: Wszystkim tym, którym
00:38:03: w sercach nie wygasła miłość Ojczyzny.
00:38:08: Wszystkim tym, co nie dali się zwieść.
00:38:13: Tym, co odnieśli krwawy blizny.
00:38:17: I tym, co polegli.
00:38:20: Cześć.
00:38:22: Tym, co chwycili za broń.
00:38:25: Tym, co nie stracili nadziei.
00:38:28: Tym, co szli i walczyli jak lew.
00:38:32: Tym, co ranami okryci pomarli.
00:38:36: Tym, co byli jak gniew Boży.
00:38:39: I tym, których dumna postawa we wrogach budziła strach.
00:38:45: Cześć i sława.
00:38:48: Tym,
00:38:49: co konali
00:38:50: w boleściach.
00:38:53: Tym,
00:38:54: co nie żegnani szli w buji.
00:38:57: tym,
00:38:58: którym ból
00:39:00: dusze dlawił,
00:39:02: tym,
00:39:02: co gorące mieli serce, co czuli plomień choć wiskierce,
00:39:08: tym,
00:39:09: co zwątpienie
00:39:11: preczgnali
00:39:13: i tym, którzy nie dali swojej braci w niewolne wieść, tym, którzy
00:39:20: wolność
00:39:22: wykowali.
00:39:25: sława
00:39:27: i cześć.
Nowy komentarz